Nad ranem dotarliśmy do Podkamienia. W barokowym klasztorze zebrało się sporo uchodźców, głównie rodziny wojskowych. Błagali byśmy zorganizowali obronę miasteczka przed sowiecką okupacją i ukraińskimi bandami. Nasz dowódca uzależnił to od decyzji ojca przeora. Potem pokładliśmy się spać po wspaniałej uczcie z winem w salach klasztoru. O świcie całe wojsko przyjęło Komunię Świętą by podjąć dalszy marsz w kierunku zawsze wiernego Lwowa. Gdzieś z zachodu słychać było znowu artyleryjskie kanonady - dowód, że żołnierz polski nadal broni nie złożył. Było to 19 września. Podolską, polną drogą wśród maków i chabrów - szliśmy na spotkanie z przeznaczeniem.
Wczesnym popołudniem w czasie posiłku zgłosił się do nas ukraiński parlamentariusz z czerwoną opaską. Twierdził, że zostaliśmy okrążeni na rozkaz sowieckich dowódców i że w ciągu godziny mamy się poddać. Gorącokrwiści podchorążowie z łyczakowianinem Józkiem Podgóreckim na czele chcieli stawić opór chociaż pistoletami i granatami. Wyszedłem na zwiady, by istotnie stwierdzić większe ilości uzbrojonych Ukraińców na progu lasu, w którym zamierzaliśmy przenocować. Stanęliśmy więc przed strasznym dylematem, czy porywać się na bratobójczą walkę, czy też zawierzyć owemu \"parlamentariuszowi\". Był on nb. podoficerem Wojsk Polskich, który legitymował się sowieckim upoważnieniem do pertraktacji w sprawie rozbrojenia. Kpt. Dobrzański zdecydował, byśmy przemaszerowali pod noc tych 10 km dzielących nas od żydowskiego miasta Brody. Był to najbardziej przygnębiający ostatni etap naszej wrześniowej marszruty. Wkrótce przekazani zostaliśmy oficerom sowieckim, a z okien każdego niemal domu powiewały czerwone szmaty. Oficerowie sowieccy zachowywali się względnie poprawnie, lokując nas w wagonach kolejowych pod opieką strażników. Twierdzili, że wkrótce pójdziemy razem bić Niemca.

Jerzy Lerski, Emisariusz Jur, Warszawa 1989

' />
Podkamień koło Brodów

Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło

Nawigacja

Aktualnie online

-> Gości online: 5

-> Użytkowników online: 0

-> Łącznie użytkowników: 593
-> Najnowszy użytkownik: bcfrost

Ostatnio Widziani

Marichka
01:42:21
Sawana Sawana
03:38:22
harry harry
1 dzień
robert1942
2 dni
bozenaz
2 dni

Statystyki

Zdjęć w galerii: 1750
Artykułów: 375
Newsów: 243
Komentarzy: 1429
Postów na forum: 884
Użytkowników: 593

Shoutbox

Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

05-03-2020 05:38
Album: Dokumenty. Ciekawe skany "podkamienieckich" dok. W. Bieżana: tutaj.

11-05-2013 15:04
Dzięki dostępowi do ksiąg udało się rozpoznać nagrobek Małgorzaty Piątkowskiej oraz Jana i Anny Pleszczuk, Wandy Szymborskiej i Antoniny Szmigielskiej.

20-08-2012 13:21
Indeksy uzupełnione zostały o śluby osób o nazwiskach na literę "T" z lat 1785-1942

09-08-2012 16:26
Uzupełniłem o kolejną notkę z gazety artykuł "O Podkamieniu w prasie"

29-07-2012 12:58
Poprawiłem plan cmentarza - szkoda, że nikt nie zwrócił mi uwagi na błędy na tej stronie.

14-06-2012 14:16
Dzień dobry. Mam naimię Serhij. Jestem z Ukrainy. Na tej stronie internetowej w Liście zamordowanych w Podkamieniu w klasztorze osób znalazłem informację o bracie mojego pra-pradziadka Andrzeja Juzwy.

18-03-2012 20:59
Wizualnie poprawiłem plan Podkamienia: http://www.podkam.
..?page_id=9

24-02-2012 18:50
Przybyło kilka wierszy w dziale "Wiersze i proza".

01-03-2010 18:37
Wzorem strony http://www.olejow.
pl
będę zamieszczał genealogie rodów z Podkamienia, (dostęp dla grupy "Genealogia". Aby przynależeć należy wyrazić taka chęć

01-02-2010 23:22
Poprawiłem trochę listę pomordowanych - ułożona została wg miejsca mordu.

Ankieta


Pamiętaj - Ty też możesz pomóc!!
Wypełnij i wyślij ankietę dot. pomordowanych.
ANKIETA

Stowarzyszenie


A czy Ty zapisałeś/-aś się już do Stowarzyszenia Kresowego Podkamień?
DEKLARACJA

Ankieta

Chciałbym/Chciałabym w najbliższym czasie odwiedzić Podkamień i okolice

TAK
TAK
100% [8 głosów]

NIE
NIE
0% [0 głosów]

Ogółem głosów: 8
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 05/07/2021 13:23

Archiwum ankiet

Identyfikacja


Identyfikacja osób

Genealogia


Genealogia Podkamienia

Księgi metrykalne


Księgi metrykalne

I Kataster


Kataster józefiński

II Kataster


Kataster franciszkański

Ostatnie komentarze

Top komentatorzy

Ostatnie zdjęcia

Najczęściej

Najczęściej oglądane:
Liczba obejrzeń: 11,535
Wielki Kamień
Liczba obejrzeń: 10,515
Figurka na nagrobku
Najczęściej komentowane:
Liczba komentarzy: 11
Ułani
Liczba komentarzy: 10
Figura Chrystusa
Najczęściej oceniane:
Liczba ocen: 4
Średnia: 5.00
Na tle pomnika
Liczba ocen: 3
Średnia: 5.00
Klasztor

Newsletter

Aby móc otrzymywać e-maile z Podkamień koło Brodów musisz się zarejestrować.

Warto tam zajrzeć

71 rocznica agresji radzieckiej

Piątek 1 września 1939 roku stał się dniem zwrotnym w dziejach narodów Europy a tym samym i miasteczka Podkamień. Pierwsze dni wojny między Polską a Niemcami minęły w Podkamieniu i jego okolicach względnie spokojnie, poza dwukrotnym ostrzelaniem miasteczka przez samoloty hitlerowskie z broni maszynowej. Ofiar w ludziach nie zanotowano. Nieprzyjaciel nie atakował Podkamienia z powietrza, ani też nie ostrzeliwał z artylerii. Wieści o działaniach wojennych płynące z odbiorników radiowych nie były pocieszające. Niepewność zbliżających się dni spowodowała, że mieszkańcy tego prowincjonalnego miasteczka stali się zmartwieni i przygnębieni. Pod koniec września spotęgował się ruch wojska polskiego i różnego rodzaju pojazdów na szosie przebiegającej przez miasteczko w kierunku Tarnopola i dalej ku granicy polsko-rumuńskiej. Oddziały wojskowe oraz wiele osób cywilnych zdążało na przedmoście rumuńskie, uchodząc przed Niemcami. Ci w zawrotnym tempie parli na wschód , niszcząc po drodze wszystko co na niej spotkali. Nadszedł okres względnej ciszy przed przysłowiową burzą. Nikt nie orientował się jak wygląda aktualna sytuacja na froncie polsku-niemieckim. Z końcem września miasteczko obiegła wiadomość, że Sowieci przychodzą Polsce z pomocą, w co niektórzy mieszkańcy skłonni byli uwierzyć. Na początku października od północy wkroczyły do Podkamienia czołgi i wojsko sowieckie, siejąc swoim wyglądem i zachowaniem strach i popłoch wśród miejscowej ludności. Jednostki polskie rozbrajano, a oficerów i podoficerów internowano. Szeregowych puszczano do domów. Tym którzy nie mieli dystynkcji na naramiennikach bacznie oglądano ręce i dłonie, a gdy ktoś miał ręce gładkie i delikatne uznawano go za ukrywającego się oficera. Wśród ludności cywilnej zaczęły się również masowe przesłuchania i aresztowania. Prześladowano osoby, które brały czynny udział w życiu społecznym i politycznym w Polsce.

Zbigniew Iłowski, Stanisław Iłowski, Podkamień. Apokaliptyczne wzgórze, cz.I, Opole 1994


Ściemniało się, byliśmy więc bezpieczni w tym smętnym marszu z 15 na 16 września 1939 r. Nad ranem dotarliśmy w pobliże jakiejś wioski, lecz postanowiliśmy odpocząć w pobliskim zagajniku, zakupując żywność u przyjaznych lecz wystraszonych polskich osadników. O zmroku ruszyliśmy znowu kolumną ok. 500 żołnierzy przez zaciemniony Krzemieniec, w którym przewalała się nie tylko rzeka uchodzących dyplomatów, ale także zmierzających na wyznaczone pozycje oddziałów.
Około 4 nad ranem dotarliśmy szybkim marszem do wioski ukraińskiej w kierunku na sienkiewiczowski Zbaraż. Znużeni pokładliśmy się spać gdzie popadło w stodole na sianie, lecz po paru godzinach zerwała nas złowroga wieść o wkroczeniu wojsk sowieckich na całej długości uzgodnionej w Rydze granicy. Nieliczni woleli się łudzić, że to przychodzi upragniona odsiecz. Z sześciu oficerów naszej baterii żaden nie miał złudzeń. Byliśmy do tego niebezpiecznie blisko rosyjskiej granicy. Zgodnie z pierwotnymi rozkazami powinniśmy się posuwać na południe do dalekiej Trembowli, lecz zrozumieliśmy, że Naczelne Dowództwo i Rząd wyewakuują się lada moment do Rumunii by nie wpaść w ręce Czerwonej Armii. Na mój wniosek postanowiliśmy więc na radzie oficerskiej przesuwać się raczej marszem z powrotem na zachód do ciągle jeszcze walczącego Lwowa, odległego o jakieś 120 km. Chodziło przecie o to, by nie wpaść w sowieckie łapy. Żołnierzom dano więc wolny wybór. Ruszyli tylko co silniejsi, w tym wszyscy podchorążowie. Ze starszymi i chorymi został na miejscu por. rez. Dąbrowski. Miał łzy w oczach przy rozstaniu. Przepadł jak kamień w wodzie.
Dzisiejsza młodzież nie ma, niestety, pojęcia, jak urzekająco piękne są te historyczne kresy podolsko-wołyńskie... Szliśmy w kierunku na prawosławną Ławrę Poczajowską i klasztor Dominikanów w Podkamieniu. Próbowaliśmy nawet śpiewać w marszu, choć nie bardzo się to już kleiło. Mieszkańcy wsi ukraińskich patrzyli na nas wilkiem. Ja niezbyt godnie się zachowałem, gdyż najadłszy się w przydrożnym sadzie jabłek, zostałem w tyle poza kolumną, by ulżyć sobie w samym środku rozsłonecznionej wioski.
Nadlatywały sowieckie samoloty. Znaliśmy przecież jako przeciwlotnicy na pamięć ich sylwetki. Znowu trzeba było rozpierzchnąć się wśród pól pszenicznych, gdyż nie byliśmy bynajmniej pewni, czy nas jak kaczki przy drodze nie wystrzelają. Obawy okazały się płonne. Zmęczeni marszem postanowiliśmy pobrać podwody w jednej z wiosek, lecz ukraińscy gospodarze skwapliwie rozpuścili konie po okolicznych polach. Wykręcali' się od najmniejszej pomocy dla polskiego wojska.
Nad ranem dotarliśmy do Podkamienia. W barokowym klasztorze zebrało się sporo uchodźców, głównie rodziny wojskowych. Błagali byśmy zorganizowali obronę miasteczka przed sowiecką okupacją i ukraińskimi bandami. Nasz dowódca uzależnił to od decyzji ojca przeora. Potem pokładliśmy się spać po wspaniałej uczcie z winem w salach klasztoru. O świcie całe wojsko przyjęło Komunię Świętą by podjąć dalszy marsz w kierunku zawsze wiernego Lwowa. Gdzieś z zachodu słychać było znowu artyleryjskie kanonady - dowód, że żołnierz polski nadal broni nie złożył. Było to 19 września. Podolską, polną drogą wśród maków i chabrów - szliśmy na spotkanie z przeznaczeniem.
Wczesnym popołudniem w czasie posiłku zgłosił się do nas ukraiński parlamentariusz z czerwoną opaską. Twierdził, że zostaliśmy okrążeni na rozkaz sowieckich dowódców i że w ciągu godziny mamy się poddać. Gorącokrwiści podchorążowie z łyczakowianinem Józkiem Podgóreckim na czele chcieli stawić opór chociaż pistoletami i granatami. Wyszedłem na zwiady, by istotnie stwierdzić większe ilości uzbrojonych Ukraińców na progu lasu, w którym zamierzaliśmy przenocować. Stanęliśmy więc przed strasznym dylematem, czy porywać się na bratobójczą walkę, czy też zawierzyć owemu "parlamentariuszowi". Był on nb. podoficerem Wojsk Polskich, który legitymował się sowieckim upoważnieniem do pertraktacji w sprawie rozbrojenia. Kpt. Dobrzański zdecydował, byśmy przemaszerowali pod noc tych 10 km dzielących nas od żydowskiego miasta Brody. Był to najbardziej przygnębiający ostatni etap naszej wrześniowej marszruty. Wkrótce przekazani zostaliśmy oficerom sowieckim, a z okien każdego niemal domu powiewały czerwone szmaty. Oficerowie sowieccy zachowywali się względnie poprawnie, lokując nas w wagonach kolejowych pod opieką strażników. Twierdzili, że wkrótce pójdziemy razem bić Niemca.

Jerzy Lerski, Emisariusz Jur, Warszawa 1989


Poleć tego news'a
Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Reddit StumbleUpon Tweet This Yahoo
URL:
BBcode:
HTML:
Facebook - Lubię To:


Komentarze

#1 | harry dnia wrzesień 18 2010 20:43:41
"Agresja sowiecka.
Radia słuchaliśmy prawie bez przerwy. Siedemnastego września w niedzielę dało się wyraźnie słyszeć radio rosyjskie. Wrzeszczeli jak opętani, zrozumieliśmy z mamą tylko entuzjastyczne krzyki: Krasnaja Armia i Marszał Woroszyłow; było jednak jasne, że stało się coś bardzo niedobrego. Zawołaliśmy ojca, który w Warszawie, w zaborze rosyjskim, chodził do gimnazjum i znał język rosyjski. Przybiegł do radia, zaczął słuchać, po chwili znieruchomiał: - Oni mówią, że Polska przestała istnieć, że rząd uciekł do Rumunii, a Armia Czerwona pod dowództwem marszałka Woroszyłowa wkroczyła na nasze ziemie, aby uwolnić uciemiężone narody: Ukraińców i Białorusinów. Białoruś i Ukraina będzie włączona do szczęśliwej rodziny narodów Związku Sowieckiego. Mama wyłączyła radio, twarze rodziców były szare, zapadło grobowe milczenie. -To koniec - zmienionym głosem powiedział ojciec - naszej ojczyźnie wbito nóż w plecy. Teraz już nam nie pomoże nawet i to, że Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę."

Fragment książki "Skrawek piekła na Podolu. Huta Pieniacka - Hucisko Brodzkie" Sulimira Stanisława Żuka. Warszawa 2007

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.08
11,298,326 unikalne wizyty